Wywiad z Zofią Sokołowską, która pełniła różne funkcje w Miejskim Chórze „Gorce” oraz jest jego solistką.
- Miłość do muzyki i śpiewu źródła ma w rodzinnych stronach, nawet jeśli talent jest wrodzony...
- Mój dom rodzinny był muzykalny. Mój ojciec, samouk, grał na instrumentach, a mama z rodzeństwem śpiewaliśmy. Muzyka towarzyszyła nam podczas świąt. Po maturze wyjechałam z rodzinnego domu i zaczęłam pracować w Technikum Budowlanym, a następnie w krakowskim przedsiębiorstwie, gdzie poznałam męża – rodowitego krakus.
- Jak trafiła Pani do Nowego Targu?
- Mąż dostał delegację do Nowego Targu z powodu budowy bloków. Zostałam w biurze. Początkowo miało być to na krótko, ale wkrótce otrzymaliśmy mieszkanie, a dzieci się urodziły. Ostatecznie związałam się z Nowym Targiem.
- Jak zaczęła się Pani przygoda z chórem?
- Pracując w PZU, przypadkiem zaśpiewałam w łazience, co usłyszeli koledzy z chóru. Wówczas Chór „Gorce” łączył się z Chórem Nauczycielskim, a do chóru przyjął mnie profesor Jan Szostek. Po przesłuchaniu, powiedział mi, że jeśli śpiewam tak, jak wyglądam, to będzie ze mnie pożytek. Do chóru dołączyłam w październiku 1966 roku.
- Od tego momentu, Pani zaangażowanie w chóralne życie rosło.
- Byłam prezesem przez dwie kadencje, wcześniej pełniłam funkcję sekretarza oraz wiceprezesa. W 1993 roku zaczęłam pisać kronikę, którą prowadzę do teraz. Obecnie piszę dziewiąty tom. Przez 40 lat byłam konferansjerką.
- Chór „Gorce” miał bogate życie koncertowe, a Pani była obecna na wielu wyjazdach.
- Zawsze, jeśli zdrowie mi na to pozwalało, uczestniczyłam w wyjazdach do wielu krajów Europejskich, a nawet mieliśmy jeden dzień w Afryce. Chór koncertował w wielu miejscach i zbierał nagrody, a także miałem okazję spotkać Jana Pawła II.
- Wspomina Pani spotkania z Papieżem.
- Pamiętam, jak w czerwcu 1979 roku szliśmy na nowotarskie lotnisko, gdzie czekał duży tłum. Śpiewało wtedy 400 chórzystów. Łącznie jeździliśmy do Papieża siedem razy. W 2000 roku, przy ostatnim spotkaniu, Papież był wzruszony, gdy usłyszał nasz śpiew.
- Chóralne występy to wiele lat współpracy z różnymi dyrygentami.
- Chór prowadził wielu dyrygentów, zaczynając od profesora Józefa Grzybka, a kończąc na Dorocie Żmudzie. Każdy z nich wprowadzał coś wartościowego do naszej działalności, a obecnie spotykamy się w Miejskim Centrum Kultury.
- Jaką rolę odgrywa Miejski Chór „Gorce” w Pani życiu?
- To druga połowa mojego życia, radość ze śpiewu i wiele przyjaźni. Spotykamy się dwa razy w tygodniu, a między spotkaniami spędzamy więcej czasu razem. Jestem szczęśliwa, że mogę być w Chórze.
- Czym charakteryzują się chórzyści „Gorców”?
- To ambitna grupa ze zróżnicowanym repertuarem. Wiernymi inspiracjami są utwory regionalne oraz sakralne i patriotyczne. Od lat bierzemy udział w uroczystościach, organizujemy koncerty kolędowe, a nasze podhalańskie stroje podkreślają naszą tożsamość.
- Współpraca z innymi chórami to ważny aspekt działalności „Gorców”?
- Utrzymujemy przyjacielskie kontakty z różnymi chórami, szczególnie z krakowskim chórem „Organum” oraz chórem „Echo” z Krosna. Znajomości nawiązywały się głównie podczas festiwali.
- Jakie argumenty przekonałyby Panią do dołączenia do Chóru?
- Te sześć dekad to były piękne lata. Nie wyobrażam sobie życia bez śpiewu. Śpiew to nie tylko radość, ale także wspólnota i wiele korzyści zdrowotnych. Warto śpiewać w zespole.
- Kiedy odbędzie się najbliższy występ?
- Po niedzieli, na Dniach Seniora w Nowym Targu.
Gratulacje dla Jubilatki!

